Słonecznie 3°C

SPOTKANIE INAUGURACYJNE

SPOTKANIE INAUGURACYJNE

Z. CZARNUCH

28 LUTEGO 2011 DOM KULTURY.

INAUGURACUJNE SPOTKANIE HONOROWEGO KOMITETU OBYWATELSKIEGO OBCHODÓW JUBILEUSZU 750. MIASTA.

O wykorzystaniu obchodów jubileuszu w procesie kształtowania społeczeństwa obywatelskiego miasta i wzbogacania jego kulturowej tożsamości.

Pan Burmistrz poprosił mnie, bym jako historyk i pedagog podzielił się z Państwem moimi przemyśleniami odnoszącymi do pogłębionego zrozumienia znaczenia obchodów jubileuszu 750 lecia pierwszej udokumentowanej wzmianki o naszej miejscowości w akcie prawnym. Wszakże, jak to wynika z niedawno przeprowadzonych w naszej strefie przemysłowej badań archeologicznych, mamy tu dowody w postaci śladów ludzkich osad, palenisk i urn cmentarnych, które uzasadniałyby świętowanie jubileuszu co najmniej 2500 lat istnienia Witnicy, ale że przyjęto w naszej europejskiej kulturze, że liczy się słowo pisane, musimy sie zadowolić 750 leciem.
Witnica wraz z kilkoma sąsiednimi miejscowościami, w tym Dąbroszyn, ma pecha, bowiem w opracowaniach historycznych fachowcy używają dwu dat: 1261 i 1262, z których w świetle nowszych badań za prawdziwą uznano tę drugą. Dokument dotyczy porozumienia osiągniętego w sporze pomiędzy margrabiami brandenburskimi, którzy się tutaj wtedy sadowili na słowiańskiej ziemi, zdobytej ongiś przez Piastów, a sprowadzonymi tu przez tychże Piastów templariuszami z Chwarszczan, do których rybackie wsie Dąbroszyn i Witnica należały. Margrabiowie po opanowaniu Kostrzyna i zbudowaniu Gorzowa, chcieli sprawować kontrolę nad drogą łączącą oba te miasta i wymusili na zakonie przekazanie im wsi na niej się znajdujących.
Jak widać nasza metryka urodzenia dokumentuje tezę, że zarówno Witnica jak i Dąbroszyn od zarania swej źródłowej egzystencji w sposób szczególny są powiązane z drogą, co może sugerować, że idąc śladem leżącego nad Wartą Gorzowa, który lansuje się hasłem „miasta-przystani”, mamy prawo mówić o naszym mieście „droga Witnica” .
Jubileusze obchodzić można rozmaicie. Już samo słowo „obchodzić” można rozumieć nie jako wejście w sedno problemu, ale „obejście” go opłotkami. Można je także pojmować jako zadanie narzucone, naruszające rytm naszych codziennych zadań i jako rodzaj zła koniecznego. Wtedy temat jest potraktowany na zasadzie znanej i sprawdzonej metody „odfajkowania”, czyli dla świętego spokoju zorganizujmy uroczystość, coś w rodzaju historycznego nabożeństwa, przygotujemy kilka „wystrzałowych” imprez no i kłopot z głowy.
Można także podejść do sprawy na zasadzie zwanej koncertem życzeń, czyli wrzuceniem do koszyka programu rozlicznych pomysłów od Pawła do Gawła, kierując się ich wyborze kryterium atrakcyjności. Gdy tak postępujemy, dajemy dowód że jesteśmy w naszym sposobie pracy na etapie myślenia formą. Ale można też podjąć zamysł myślenia bardziej ambitnego. Nie formą a problemem, czyli dokonania rejestru ważnych spraw miasta, które z tej okazji można by podjąć, następnie dokonać ich hierarchizacji wydobywając priorytety i dostosować do nich właściwe formy realizacyjne.
Tutaj cenna być może dla nas dyrektywa nauki o sprawnym działaniu w imię godziwych celów, czyli rada mistrza duchowego ludzi mego pokolenia, reprezentanta nauki o dobrej robocie zwanej prakseologią, profesora Tadeusza Kotarbińskiego. Profesor zalecał by podejmując jakieś zadanie rozwiązać za jednym zamachem kilka innych spraw z nim związanych. Aby to osiągnąć, należy opracować ich listę i przełożyć te sprawy na język form, czyli konkretnych zadań. Wśród problemów podejmowanych za tym jednym zamachem organizacji jubileuszu może być na przykład refleksja nad stanem naszego świata myśli, przyjrzenie się własnym poglądom i poddanie ich analizie. I tu tkwi sedno mojego jubileuszowego pomysłu do którego pragnę Państwa przekonać proponując kilka problemów podejmowanych przy tej okazji.

Jubileusz jest przede wszystkim związany z dziedziną wiedzy noszącej nazwę historia. Zatopieni w zadaniach codzienności nie wiele mamy czasu na przemyślenie kwestii definiowania siebie jako podmiotów procesów historycznych i oceny naszej postawy w tym pociągu dziejów którym mkniemy w jutro. Nadarza się znakomita okazja ku temu, by przemyśleć głębiej problem naszego udziału w dziejącej się co dzień historii miasta i opowiadania się po tej czy innej stronie zmagających się jej potężnych sił. Świat nie stoi w miejscu. Zmieniają się warunki egzystencji, zmieniają się postawy ludzi oraz oceny zdarzeń i rzecz w tym aby, jak to pięknie określił jeden z polskich pisarzy, nie zasypiać w cieniu gmachu poglądów, które sobie wyrobiliśmy w latach „górnych i chmurnych”swej młodości, a potrafić z tego cienia wyjść i spojrzeć na otoczenie oświetlone blaskiem innych już niż tamte czasów.
A czeka na przemyślenie wielu ważkich spraw, jakże istotnych w dziele doskonalenia się do życia w Europie opartej na wartościach praw człowieka. Na przykład zaduma nad specyfiką kulturową Witnicy, w której jeszcze nieco ponad pół wieku temu gospodarzami byli Niemcy.

Witnica mogła obchodzić swój jubileusz 700 lecia w roku 1962. Polscy mieszkańcy święta miasta jednak nie zorganizowali. Świętowali je natomiast na terenie Republiki Federalnej witniccy Niemcy. Wtedy nie czuliśmy sie tutaj jeszcze w pełni u siebie, bo dorośli obywatele swe miłe sercu ojcowizny, krainy dzieciństwa pozostawili gdzieś, tam, na wschodzie. Nie był to czas na podkreślanie tego typu specyfiki. Wtedy czas liczyliśmy latami istnienia Polski Ludowej i integracji tych ziem z Macierzą. Nie jasna była też sytuacja polityczna oraz prawny status naszej tu obecności. Dziś pokolenie tu urodzonych witniczan czuje się nad Witną już w pełni u siebie. W innym politycznym układzie świata, przy wyjaśnionym statusie granicy ze zjednoczonymi Niemcami, jubileusz możemy świętować także z udziałem dawnych Niemców z Vietz /Ostbahn.
Z okazji jubileuszu możemy poddać pogłębionej refleksji to wszystko, co zdarzyło się tu w roku 1945, czyli w związku ze zmianą granic Polski dokonaną tu wymianą ludności i kultur. Refleksji nie w kontekście obowiązujących w Polsce Ludowej i wcześniej kategorii prawa narodu, w którym jednostka miała być niczym, nawozem dziejów, armatnim mięsem, kamieniem na szaniec. Według tych kryteriów Niemcy jako naród wywołały wojnę i Niemcy jako naród ponieśli tego faktu konsekwencję. Konsekwencję w postaci odwołania się do uznawanej dziś za zbrodniczą zasadę zbiorowej odpowiedzialności w formie czystki etnicznej. W tym kontekście nie dziwiło nas, że za zbrodnicze czyny hitlerowskich polityków mogli także ponosić odpowiedzialność prześladowani ich polityczni przeciwnicy i ich rodziny. Nie dziwiło to, że ukarani zostali także ludzie niepełnosprawni i pozbawieni praw politycznych. Także i to że konsekwencje poniosły niemowlęta i nieletni. Nasi katolicy nie mieli wyrzutów sumienia gdy wypędzali swych niemieckich braci w wierze zapominając o powszechności ich Kościoła, a komuniści polscy przeganiając swych niemieckich towarzyszy za Odrę nie widzieli w tym sprzeczności z wyznawanym hasłem „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Dla pełniejszego zrozumienia istoty takiej praktyki postawię pytanie : Czy panie i panowie tu na sali obecni, żyjący czy urodzeni w Polsce Ludowej poczuwacie cię do odpowiedzialności za przestępstwa ówczesnych tajnych czy jawnych służb bezpieczeństwa? Za nieprawości tamtego ustroju? Uważacie że przez sam fakt życia na tej ziemi w tamtym czasie zasługujecie na surową karę wydziedziczenia z majątku i wygnanie z ojczyzny ? Nie redukujmy się wiec intelektualnie do poziomu Kalego, sympatycznego skądinąd bohatera książki Henryka Sienkiewicza, uznającego inne normy wobec czynów własnych, a inne dla analogicznych czynów popełnionych przez innych.
Obchody jubileuszu są okazją do refleksji na ten temat ale prowadzonej już w innym kontekście. W refleksji prowadzonych w duchu ideałów Solidarności wyrastających nie tyle z doktryny narodowego egoizmu co z doktryny praw człowieka. Ta operacja umysłowa nakaże nam odwołać się do uczucia empatii i zrozumienia losu konkretnej jednostki ludzkiej, niezależnie od jej pochodzenia rasowego, etnicznego, narodowego i wyznawanej religii. Zrozumienie tej subtelności historiozoficznej pomiędzy obu koncepcjami: egoistycznie pojmowanego prawa narodu, a solidarnościowych wartości wyrosłych z deklaracji praw człowieka i obywatela oraz chrześcijańskiej doktryny respektowania godności osoby ludzkiej, sprawia do dziś wielu ludziom z kręgu obu obozów pro i antypeerlowskiego sporo umysłowego kłopotu. A jest to węzłowy problem naszej epoki. Epoki w której zadecydowaliśmy przecież o integracji naszego kraju z Unią Europejską drogą pokojową, na tych właśnie wartościach budowanej. To ważki problem do przemyśleń dla tych mieszkańców naszego miasta, który zaliczają sie do ludzi myślących.
Tadeusz Kotarbiński pisząc o tych j sprawach zalecał by mieć świadomość tego, że Polak w nas stoi na drodze naszego człowieczeństwa.
My witniczanie możemy powiedzieć o sobie, że w tej dziedzinie uczłowieczania siebie w stosunku do Niemców niegdysiejszych budowniczych domów, w których tak wielu z nas mieszka, zrobiliśmy bardzo wiele. Choćby w przyznaniu ich przywódcy honorowego obywatelstwa miasta, a innym medali Życzliwemu Ludziom. Także w sprawie opieki nad zabytkami ich kultury, a zwłaszcza cmentarzy, które swego czasu potraktowaliśmy tak barbarzyńsko. I to jest nasz wkład we wcielanie w życie norm kodeksu praw człowieka. Nie tylko Polaka. Człowieka.

Jubileusz 750 lat to czas przez historyków określany kategorią długiego trwania, odmiennego od politycznego rozumowania kategoriami krótkiego trwania, tak ze swej istoty stronniczego i okrutnego, nastawionego na unicestwienie przeciwnika. W takiej dłuższej jubileuszowej perspektywie nadarza się okazja do przewartościowania także naszych ocen Polski Ludowej.

W latach PRL-u na kartach dziejów naszego kraju pojawiła się polska Witnica, w której wielu obecnych tu witniczan spędziło szmat swego życia, lub tu się urodzili. Jubileusz stwarza okazję do dokonania także rozliczeń osobistych z udziału w urzeczywistnianiu celów tamtego państwa. Rozliczeń nie osób innych ale rozliczeń siebie. Okazję do bicia się się nie w cudzą a w swoją pierś. Formułując taki postulat nie mogę nie zacząć przedstawienia swoich przewartościowań.
Mocno utkwiła mi w pamięci przeczytana kiedyś notatka prasowa odnosząca się do pewnego zachodnio - europejskiego uczonego i polityka, który gościł w naszym kraju na przełomie lat 80/90. Podczas jednego z publicznych spotkań został poproszony o dokonanie oceny realnego socjalizmu. Powiedział wtedy, że nad światem od wielu dziesięcioleci unosiło się widmo komunizmu jako naukowej teorii uznawanej przez setki tysięcy intelektualistów i polityków całego świata, oraz miliony pracobiorców - robotników. Teoria która była odpowiedzią na marzenia pokoleń od czasów Chrystusa. Marzenia o budowie społeczeństwa w którym człowiek miał przestać być człowiekowi wilkiem, a wszyscy ludzie mieli być sobie braćmi. Teoria z pieczęcią naukowości, była kusząca, ale aby dowieść jej prawdziwości musiała zostać sprawdzona w praktyce. I to między innymi wam – mówił ów uczony - przypadła ta dziejowa misja poletka doświadczalnego historii. Wam przyszło dokonać weryfikacji prawdziwości jej twierdzeń. I na tym polega wasz wielki, choć bolesny wkład w dzieje marzeń ludzkości o budowie lepszego świata. Na waszych przykrych doświadczeniach uczą się dziś inni, że nie tędy wiedzie droga prowadząca do tego szczytnego celu. Ten problem w naszym Parku Drogowskazów prezentuje instalacja „Droga donikąd”
Byłem w gronie tych w których ta wizja porwała do działania. Wierzyliśmy, że zło stosunków międzyludzkich tkwiło w prywatnej własności środków produkcji, co wyzwalało w człowieku nieokiełznaną żądzę posiadania kosztem bezwzględnego traktowania pracowników w roli narzędzi do zarabiania. Likwidacja tej własności miała sprawić, że pracownicy zakładów uspołecznionych, już nie pracując na właściciela, na wysokość jego bankowego konta, na jego luksusowe samochody, jachty, wille, lecz pracując dla wspólnego celu zmienią swój stosunek do pracy. Że dokona się w nich przezwyciężenie tak zwanej alienacji pracy. Uspołecznienie środków produkcji miało bowiem sprawić, że robotnik dotąd traktowany jako dodatek do maszyny, znajdzie w zakładzie pracy warunki pełnego rozwoju swej osobowości. Fabryka miała być nie tylko miejscem produkcji. Ten pełny rozwój osobowości miał mieć i często w Polsce Ludowej miał swe oparcie zakładowych świetlicach i domach kultury, w artystycznych zespołach, zakładowych sportowych klubach, turystycznych, hobbystycznych grupach, fabrycznych ośrodkach wypoczynkowych dla pracowniczych rodzin. Praca z przekleństwa miała stać się wyrazem twórczej samorealizacji i wywołać poczucie podmiotowości wyrażanej w żywiołową aktywnością zawodową i społeczną obywateli, przejawiającej się w wynalazczości, i społecznych inicjatywach dla dobra wspólnego. Załogi uczestnicząc w czynach społecznych na rzecz miasta, dawały wyraz swych postaw obywatelskich na rzecz lokalnej wspólnoty, a swą produkcją wyrażały swój stosunek do państwa jako całości. Tak rzecz miała się na poziomie intencji. Słowa hymnu robotniczego „Dziś niczym jutro wszystkim my” w tych dokonaniach, jak nam się wydawało, znajdywały swe oparcie.
Po latach jednak, w zetknięciu teorii z praktyką, tak się nie stało. „ Wszystkim dziś” stali się funkcjonariusze państwa. Uspołecznienie fabryk, banków i majątków ziemskich nie zaowocowało w ostatecznej instancji – jak się wtedy mawiało - uspołecznieniem się społeczeństwa. Natomiast powoli stawaliśmy się dodatkiem do państwa. Społeczeństwem upaństwowionym. Uspołecznienie zakładów pracy przybrało postać kapitalizmu państwowego, a państwo zamieniło się w system władzy w którym prawo za pośrednictwem klasy urzędników, zaczęło coraz bardziej krępować inicjatywy obywatelskie przy pomocy systemu represji przeistaczając się w totalitarny system policyjny.
Gwoli intelektualnej uczciwości musimy jednak przyznać, że wprost czy pośrednio tamta epoka potęgi politycznej ruchów robotniczych i ich partii pozostawiła po sobie szereg zdobyczy. Nie tylko u nas, gdzie ostatecznie zakończył się okres Polski szlacheckiej i kraj z rolniczo- przemysłowego przeistoczył się przemysłowo-rolniczy, a miasta rozrosły się o nowe wielkie osiedla. Gdzie tak wiele zrobiono w dziedzinie oświaty zabiegając o szkołę w każdej wsi, o systemem asfaltowych dróg wiążąc iniami pekaesów odległe osady z miastem. Jakże wiele dokonano w dziele usuwania zacofania wsi i jej ucywilizowania.
Zmiany zaszły także w państwach Zachodu, gdzie przedstawiciele kapitału w obawie przed robotniczą rewolucją dokonaną za żelazną kurtyną godzili się zarówno na prawa wyborcze dla ludzi pozbawionych majątku jaki i na prawa kobiet. Godzili się na prawo powszechnej oświaty i opieki społecznej, na godne zarobki. To pod wpływem tych idei i lęków niemieccy gorzowscy przemysłowy już na przełomie XIX /XX wieku , pragnąc kapitalizmowi nadać ludzka twarz, wzorem innych fabrykantów budowali obok swych zakładów robotnicze osiedla z przedszkolami i placami zabaw czy darowali miastu parki i baseny kąpielowe.
Budowany po roku 1945 system zwany demokracjami ludowymi ostatecznie się nie sprawdził. Ani ekonomicznie, gdy gospodarka stała się gospodarką niedoborów, ani społecznie, gdy ograniczał wolności obywateli. W państwach obozu socjalistycznego wymarzona idea okazała się być kolejną utopią.
Doświadczenie mojego pokolenia nie powinno jednak podlegać płytkiemu propagandowemu potępieniu i totalnej negacji, czego wciąż jesteśmy świadkami. Winno być gruntownie analizowane, by oddzielić to wszystko co następne pokolenie zakwalifikowało do kategorii zła i zbrodni, od tego co się okazało wartością trwałą. Totalna negacja przekreśla życiorysy ludzi przez demonizację mniej czy bardziej jednostkowego błędu branego za całość. Taka praktyka jest zaprzeczeniem idei pluralistycznego społeczeństwa obywatelskiego, bowiem wywołuje odruch emigracji wewnętrznej, ucieczki w prywatność, co przecież chcemy dziś przełamywać. Na historię miast składają sie jego kulturowe pokoleniowe warstwy. P raktyka usuwania śladu tych warstw, które nie odpowiadają aktualnie rządzącej ekipie władzy, prowadzi do kolejnego zakłamywania i wyzwala w kolejnym pokoleniu wolę upomnienia się o uczciwą ocenę dziadków. Wyrazem tej prawidłowości w odniesieniu do praktyk PRL-u był był ruch społeczny „Soliodarność”. Nie łudźmy się za pewnym teoretykiem, że nastąpił kres historii.
W związku z tym intelektualnym rozrachunkiem tamtej epoki myślę sobie, czy nie warto by na przykład powrócić do praktyk, które „wylano wraz z kąpielą ”, jak to było z problemem święta 1 Maja. Starego międzynarodowego święta robotników upamiętniającego ich walkę o godność i równe demokratyczne prawa. Ironią historii jest, że polscy robotnicy „Solidarności” święto to znieśli i dziś ta grupa społeczna nie ma już swego symbolicznego robotniczego dnia natomiast powrócono do tradycji szlacheckich. Nie nawołuję do organizacji pochodów pierwszomajowych, ale dopominam się z perspektywy długiego trwania by w tradycjach naszego uprzemysłowionego miasta znalazł się wątek, który by robotnikom oddawał cześć i dobrą pamięć. Nie tylko tym z Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, ale także robotnikom pluralistycznie unijnie europejsko rozumianych pokoleń, którym tyle zawdzięczamy.
W Polsce Ludowej zrodziła się i coraz bardziej ugruntowywała tradycja obywatelskiego ruchu, wiosennego, przed pierwszym maja porządkowania ulic, placów, opuszczonych terenów, zwanego wtedy czynami społecznymi. Był to piękny ruch dokumentowania swego związku emocjonalnego z miastem. Wylano tę tradycję wraz z brudną wodą po narodowym oczyszczeniu. Warto do tej tradycji wrócić w epoce kształtowania społeczeństwa obywatelskiego. Nie tylko jako wyraz gospodarskiej postawy troski o to co wspólne, ale także jako wyraz pamięci o tym starym robotniczym świecie o stuletniej, a nie tylko czterdziestoletniej, jak to nam się wmawia tradycji. Jest w naszym mieście tyle zaniedbanych miejsc, tyle brudu i brzydoty, że taki doroczny zryw pod hasłem „Chcesz być dumny z Witnicy poświęć kilka godzin na jej upiększenie”mógłby wiele zmienić. W czasach niemieckich wielkie zasługi w tej dziedzinie miało istniejące tu towarzystwo upiększania. Mają swe zasługi w tej mierze dawne witnickie polskie zakłady pracy i organizacje społeczne. Nasze władze zainicjowały akcję sadzenie lasu z dala od miasta. Próbujmy wywołać ruch obywatelskiej niezgody na brud i brzydotę demonstrowanej w obrębie miasta, tam gdzie gospodarka komunalna nie jest materialnie w stanie o ład zadbać. Obchody rocznicowe takim inicjatywom może sprzyjać.

Jubileusz stwarza także okazję do spokojnego przemyślenia wszystkich aspektów związków naszego miasta z niespełna roczną obecnością tu Armii Czerwonej w latach 1945-1946, oraz formy utrwalenia pamięci tych zdarzeń. Nie pamięci wybiórczej, tendencyjnej, politycznie zorientowanej na wczoraj, lecz rzetelnej, uczciwej oceny roli Armii Czerwonej w narodzinach polskiej Witnicy, postrzeganej w kontekście zmian zachodzących we współczesnym świecie.
Te i inne historyczne kwestie w roku jubileuszu mogą być tematami kolejnych „witnickich debat” organizowanych w Żółtym Pałacyku od kilku lat w przez Polsko-Niemieckie Stowarzyszenie Educatio Pro Europa Viadrina.

Na nowe spojrzenie z okazji jubileuszu miasta zasługuje także era najnowsza.
Ekipa witnickiej władzy która jubileusz postanowiła obchodzić, doszła do steru naszej samorządowej nawy w epoce ruchu społecznego „Solidarność”. Ruchu, który na swych sztandarach wypisał między innymi także owe hasło budowy społeczeństwa obywatelskiego. Projekt komunistyczny osiągnięcia tego celu okazał się być utopią. Rodzi się pytanie, czy solidarnościowy projekt budowy społeczeństwa obywatelskiego oraz projekt budowy zjednoczonej Europy nie są aby także kolejna historiozoficzną utopią? Intelektualna pułapką ? Bo liczy się przecież dzisiejsza „sól ziemi” czyli pracodawcy i ich władza, a nie „ciemny lud” i sprawdza się narodowy egoizm a nie mrzonki o zjednoczonej Europie? Czy aby nie jest utopią wizja społeczeństwa obywatelskiego ? Należy się liczyć z realiami i brać rzeczywistość taką jaka jest, a nie podejmować zadania ukierunkowane na przemiany, na pobudzanie aktywności społecznej, powiększania grupy tych, którzy tego obywatelskiego społeczeństwa czują się podmiotami, bo to jest mrzonka. Ludzie są takimi od wieków i ich się nie zmieni.
Odpowiadam sobie na to, że nawet gdyby ta wizja społeczeństwa obywatelskiego była mrzonką i utopią , to tym razem nie będzie wcielana rewolucyjnym gwałtem, lecz metodami demokratycznymi, przy respektowaniu zasady pluralizmu. A będzie tak gdy my obywatele tego dopilnujemy. Bo inklinacje do zachowań w starym stylu właścicieli państwa według tradycji „państwo ( miasto) to ja” dają o sobie raz po raz znać. A to gdy urzędnicy zapominając o pluralizmie zaczynają odwoływać się do praktyki politycznego cenzurowania autorskich tekstów, albo gdy symbole swego światopoglądu uznają za obowiązujące także innych zamieszczając je w urzędach społeczeństwa pluralistycznego , w których pracują z mandatu także wyznawców innych symboli systemu wartości. Albo gdy budżet miasta traktują na prawach „dam” albo „nie dam” zapominając, że dysponują nie swoim kapitałem, a pieniędzmi podatników. Podatników reprezentujących nie tylko jedną polityczną czy światopoglądowa opcję.
` Utopie są człowiekowi potrzebne. Wszak nasz narodowy wieszcz nas do ich uznawania zachęcał wołając: „sięgaj gdzie wzrok nie sięga / łam czego rozum nie lamie”. Rzecz w tym by nie były one realizowane kosztem unicestwiania i poniżania innych, uwłaczania godności osoby ludzkiej, by nie naruszały praw jednostki, na których budowana jest wizja tego obywatelskiego społeczeństwa. I nasza władza o solidarnościowym rodowodzie z tego tytułu odpowiada na swym odcinku ojczyzny małej za urzeczywistnianie projektu takiego społeczeństwa. Społeczeństwa postrzeganego w kontekście programu integracji naszego kraju z Europą. Wybrane formy obchodów jubileuszu, także na ce cele winien być ukierunkowane.
Minęły dwa dziesięciolecia. Wydawało sie , że wprowadzenie wolności słowa, wolności zrzeszeń i wolność inicjatyw gospodarczych stworzy warunki burzliwego rozwoju krępowanej wcześniej społecznej inicjatywy. W życiu gospodarczym tak sie stało, choć zbyt często okazało się, że neokapitaliści zapomnieli o przyczynach rewolucji robotniczych i powrócili do praktyk zwanych dzikim kapitalizmem Nasz rynek producenta przeistoczył się jednak w rynek konsumenta i to jest wielka zdobycz powrotu do gospodarki rynkowej, z jej grą sił rynkowych .
A jak z wybuchem inicjatyw społecznych w dziele troski o wspólne dobro? Wydawało sie, że reforma samorządowa stworzy warunki do żywiołowego wystąpienia społecznych inicjatyw także w tej dziedzinie. Samorządy lokalne oparte na decentralizacji władzy okazały sie być wydajniejszymi formami władzy niż ich poprzedniczki tak silnie ograniczone systemem państwowego centralizmu. Nie nastąpiła jednak spodziewana erupcja obywatelskich inicjatyw wspólnotowych. Świadczy o tym zarówno nikłe zainteresowanie obywateli aktem wyborów i kontrolą władzy, co się przejawia w małym zainteresowaniu obradami Rady, jak i znikoma obecność wyborców podczas organizowanych spotkań z władzami miasta. Także nie nastąpiła erupcja inwencji w tak istotnej dziedzinie w wizji społeczeństwa obywatelskiego, jakim są niezależne i od władz samorządne stowarzyszenia.
Tutaj dochodzimy do problemu identyfikowania się mieszkańca ze swym miastem z którego wynika gotowość działań na jego rzecz. Chodzi tu o przełamanie postawy traktowania swego domu w mieście jako sypialni, gdy żyjemy n serio gdzie indziej, lub o przełamanie mentalności emigracji wewnętrznej w świat prywatności, odgraniczonej od szerszej wspólnoty murem i kratą własnej działki. Chodzi o to by jubileusz stał się okazją do poszukiwań nowych sposobów zachęty mieszkańców miasta ku gospodarskiemu wychodzeniu poza opłotki własnej zagrody w krąg tych którzy poczuwają się do odpowiedzialności za ulicę, plac, skwerek, park, za miasto.
Proces identyfikowania się z miastem ma wiele uwarunkowań. Należy do nich duma obywateli, z tego że są jego mieszkańcami i że nie jest to przysłowiowa Pipidówka. Witnicki Browar swój powód do dumy znalazł nie tylko w tym że ostał się jako jedyny w Lubuskiem, ale znalazł także w w roku 1848, w dacie swego domniemanego założenia, nie robiąc problemu z tego, że wtedy były to czasy niemieckie. Nasze obchody 750 lecia także na tym założeniu się opierają. Tworzą warunki, by dać witniczanom wiele takich powodów do dumy. Pamiętać jednak trzeba o naszej nadodrzańskiej specyfice i oddać „cesarzowi co cesarskie” i nie stwarzać warunków do zrzutu, że zawłaszczamy sobie autorstwo dzieł nie przez naszych rodaków stworzonych. Skoro więc, jak to było w przypadku browaru, w wiekowości firmy tkwi jej zacność oraz siła identyfikacji z firmą i miastem, lub dziedziną życia, może by z okazji jubileuszu tą samą drogą poszedł na przykład tartak, zakłady spod znaku POM-Witnica, fabryka papieru, strażacy, sportowcy, czy wędkarze dziedziczący tradycje rybackiej wsi Vietz ? Nasze wielkie społeczne zadanie wyłaniające się z okazji obchodów jubileuszu polega na tym, by zaangażowały się w jego program jak największe kręgi społeczne. By było to wskaźnikiem stopnia zaawansowania w procesie rodzenia się wspólnoty mieszkańców jako współgospodarzy miasta.
Ta znajomość walorów miasta składa się na zjawisko które nazywane bywa jego kulturową tożsamością , której powinna odpowiadać uprawiana w nim polityka historycznej pamięci. Na tę kulturową tożsamość składają się osobliwości geograficzne i przyrodnicze, zabytki, ważne inne obiekty, dziejowe wydarzenia, a przede wszystkim ludzie z ich inwencją, kompetencjami i wytrwałością, którym wszystkie dokonania jakimi się chcemy chwalić przecież zawdzięczamy. To ich przykład ma być zachętą dla innych w tym naszym budowaniu miasta obywateli aktywnych i odpowiedzialnych.
Ostatnio coraz więcej słychać o miastach, w których pracuje się nad kierowaniem procesem kształtowania się w świadomości obywateli ich poczucia identyfikacji z jego kulturowym obliczem jakie rodzi się w masowej wyobraźni mieszkańców oraz ludzi z zewnątrz. Gorzów za cenę kilku set tysięcy złotych zlecił wyspecjalizowanej firmie opracowanie programu swej kulturowej tożsamości. W Szczecinie w tym celu powołują się na tak zwaną Kartę Wenecką z lat 60.XX wieku. Karta była listą zabytków i innych miejsc pamięci, traktowanych symbolicznie jako znaki rozpoznawcze miasta, z tego tytułu zasługujących na traktowanie priorytetowe. Nasz jubileusz stwarza doskonała okazję do opracowania takiej karty witnickiej rozumianej jednak wiele szerzej. Traktowanej jako wieloletni program budowy tożsamości kulturowej miasta, będący zarazem jej definicją i rodzajem obowiązującego dokumentu w uprawianej lokalnej polityce pamięci. Mają miasta swoje wieloletnie plany rozwoju przestrzennego. Może podjąć by eksperyment budowy takiego wieloletniego planu kulturowej tożsamości Witnicy ?
Sporo doświadczeń w tej sprawie już mamy. W roku 1994 Fundacja Kultury w celu pobudzenia inicjatyw społecznych środowisk lokalnych w Polsce ogłosiła konkurs Małe Ojczyzny-przeszłość dla przyszłości. Towarzystwo Przyjaciół Witnicy zgłosiło mój autorski projekt, w którym pobudzenie społecznych działań oparto na pomyśle szukania głównego symbolu tożsamości kulturowej miasta w oparciu i ideę drogi w postaci budowy Parku Drogowskazów i Słupów Milowych Cywilizacji. Projekt został nagrodzony nagrodą pieniężną, co przy akceptacji pomysłu przez władze miasta, zaowocowało tym co dziś możemy oglądać. Park w swym zamyśle miał być jednej strony wykładnią pojmowania przez miasto swej kulturowej tożsamości polskiej miejscowości ziem zachodnich dziedziczącej niemiecką spuściznę. Z drugiej strony miał być rodzajem historycznej ścieki dydaktycznej, ułatwiającej poznanie przeszłości miasta i tym samym pogłębiając identyfikację z nim obywateli. Po trzecie miał być polem ekspresji kulturowej aktywności witniczan. Po czwarte miał być symbolem miasta, jego znakiem rozpoznawczym, kulturowa wizytówką i po piąte miejscem zarówno wypoczynku jak i imprez masowych.
Z idei parku wynikał projekt organizowania święta miasta w postaci Spotkań na Starym Trakcie, ze swym konkursem „żelaznych gleitów burmistrza” jako systemu motywacji do twórczości, z pokazem wesołych pojazdów drogowych i wodnych jako znaku szczególnego. Impreza w zamyśle autora miała pełnić funkcję „towaru turystycznego” czyli centralnej imprezy tożsamościowej miasta podobnej do zielonogórskiego „Winobrania”, „Dni Twierdzy Kostrzyńskiej”, czy bogdanieckiego „Święta Chleba”. Tak się jednak nie stało. Spotkania na Starym Trakcie poprzez odstępstwo od pielęgnowania w skali regionu nurtu popisów konstruktorów owych wesołych pojazdów i odstąpienie od skupienia się na tematyce drogi i podróży, zatraciły cechy „towaru turystycznego” i głównego znaku rozpoznawczego miasta, zamieniając się zwykły miejsko-gminny festyn.
Już wcześniej mieliśmy w Witnicy próby szukania symbolicznych znaków tożsamości miasta. Było nim prywatne wojskowe muzeum Czesława Chmielewskiego. Był nim Browar. Już po opracowaniu koncepcji Parku pojawiły się kolejne projekty kulturowego znaku rozpoznawczego takie jak „Strefa Przemysłowa” projekt „Witnica Europejską Stolicą Bajki”, a ostatnio „Noc Perseidów.” Jubileusz miasta jest okazją ku temu, w owym planie perspektywicznym kulturowej tożsamości miasta decydenci jednoznacznie się opowiedzieli w jakim obszarze swej tożsamości miasto szukać będzie swego „turystycznego towaru”. Jaki znak uzna się za główny, na który jako priorytetowa marka skieruje sie główny wysiłek .
Tutaj trzeba się zdecydować. Pięknie świadczy o społecznej aktywności ta mnogość projektów nowych, ale stać nas zarówno kadrowo jak i finansowo, a także z uwagi na prawa rządzące marketingiem, na jeden znak. Także na jedno symboliczne święto miasta traktowane priorytetowo. Święto, które poza funkcją festynu, będzie okazją do ściągnięcia tu turystów osobliwością imprezy o randze co najmniej regionalnej, a dla mieszkańców okresem ugruntowania swej identyfikacji z miastem, oraz zaprezentowania się tych, którzy uznali się za reprezentantów społeczeństwa obywatelskiego i chcą swe dokonania zaprezentować.
Do elementów takiej witnickiej kulturowej karty poza zmaterializowanym znakiem tożsamości, którym w Kostrzynie jest twierdza, w Zielonej Górze sa winnice a w Bogdańcu młyn-muzeum, i wynikającej z niego centralnej imprezy masowej o randze towaru turystycznego, wpisać możemy praktykowany od pewnego czasu nasz Dzień Podziękowań jako przykład sposobu motywacji do przejawiania postaw obywatelskich. Także Regionalną Izbę Tradycji, jako placówkę odpowiedzialną za kultywowanie pamięci dokonań mieszkańców miasta, wraz z wykazem publikacji temu poświęconych. Będą w takiej karcie także charakterystyczne architektonicznie budowle. Na pytanie co jeszcze można by do tej karty dodać jeśli pomysł jej opracowania przypadnie do gustu decydentom, odpowiedzi szukać będą członkowie grupy roboczej wyłonionej z grona mieszkańców Witnicy oraz Niemców wywodzących się z Vietz, których brak w takim gremium byłby nie tylko politycznym błędem ale także ludzką małością. Tak pomyślana karta mogła by być także rodzajem aneksu regionalnego do ogólnopolskiego programu nauczania w naszych szkołach by poprzez wiedzę o mieście wprowadzać uczniów w rolę jego obywateli. Władze miasta systemem nagród mogły by motywować nauczycieli do wdrażania takiego programu.
Tyle i wiele, wiele, więcej ważkich problemów miasta możemy przy okazji jubileuszu jego 750. rozwiązać. Byle nam się tylko chciało chcieć.